„Felix, Net i Nika” to nie tylko pierwsza rodzima fantastyczna seria dla dzieci od czasów „Akademii Pana Kleksa”. To przede wszystkim sprawna, dowcipna literatura, która nie tylko dostarcza czytelnikom rozrywki, ale także uczy. Kosik świetnie rozłożył proporcje między akcją (która musi gnać na złamanie karku), edukacją (bo dzieci nie wolno ogłupiać) i humorem” - pisze Robert Ziębiński o książkach Rafała Kosika w najnowszym „Newsweeku” w artykule „Lem dla dzieciaków”.
Kawiarnia Radioaktywna pulsowała głośną muzyką. Zamiast roślin, zapamiętanych przez przyjaciół z poprzedniej wizyty, dekorację stanowiły rury, z których co chwilę wydobywała się para, podświetlona jaskrawym zielonym światłem. Zapewne miało udawać radioaktywność. Były też uszkodzone zbiorniki i wygięte nieznaną eksplozją kratownice. Alarmowe koguty zamiatały sufit czerwonymi smugami.
– To jakiś cyrk – stwierdził Felix. – Instytut Badań Nadzwyczajnych zamienił się w lunapark.
Autor
Jest niedokończonym architektem. Po trzech latach przerwał studia na Politechnice Warszawskiej by założyć własną firmę - agencję reklamową Powergraph. W 2004 r. zaczął przekształcać firmę w wydawnictwo.
Debiutował opowiadaniem „Pokoje przechodnie” w miesięczniku Nowa Fantastyka 9/2001. Potem było kilkadziesiąt opowiadań, publikowanych głównie w Nowej Fantastyce i Science Fiction. Jego debiutem powieściowym był „Mars”, a największą popularność osiągnął cykl powieści science fiction dla młodzieży „Felix, Net i Nika”. Gdzieś od połowy roku 2007 r. określa się jako full-time writter.
Rafał Kosik pisze z potrzeby opowiadania historii. Uważa jednak, że czytanie przede wszystkim powinno być przyjemnością. Jeśli historia ma być nudna, lepiej jej w ogóle nie pokazywać światu. Poważne treści też trzeba przekazać w sposób przyjazny czytelnikowi. Lema, Dicka i Kinga ceni w tym samym stopniu za treść co i za klimat jaki udało im się stworzyć. Dobra literatura jest przyjacielem, nie ciężarem.
Pisze science fiction i horror, a najlepiej połączenie tych dwóch gatunków. Opisywanie rzeczywistości, jaką jest, go nie interesuje. Zostawia to kronikarzom.

