Własne avatary

Małe usprawnienie-uprzyjemnienie estetyczne: jeśli chcecie używać własnego avatara, możecie założyć sobie konto tutaj.

Felix, Net i Nika oraz Świat Zero 2 - fragment #2

2012/04/24

Zapowiedzi, Książki

– Frojlajn przodem. – Net dżentelmeńskim gestem wskazał Nice przebieralnię. Spojrzała na niego ponuro i zniknęła za zasłonką. Net wzruszył ramionami. – Coś jest nie w sosie, nie?
– A ty byś był? – zapytał cicho Felix.
Dowódcy zostawili na chwilę radiotelefony i skupili się przy stole nad mapą, na której ustawiono kilkanaście łusek karabinowych. Mogło to wyglądać, jak narada podczas wielkiej operacji wojskowej, gdyby nie to, że zamiast mapy Europy był fragment planu Warszawy przedstawiający starą Pragę.
Pół minuty później Nika wyszła z przebieralni w odmienionej postaci, z włosami spiętymi w koński ogon. Felix i Net nigdy wcześniej nie widzieli, by to robiła. Mundur składał się z czarnej spódniczki do kolan, białej koszuli i jasnobrązowej bluzy na guziki. Nika zawiązała jeszcze pod szyją chustę i bez entuzjazmu spojrzała w lustro.
– Jak wyglądam? – zapytała i od razu tego pożałowała.
– Jak konduktorka z pociągu towarowego – odpalił Net.
Chłopcy wzięli swoje przebrania i dla oszczędności czasu wspólnie weszli do przebieralni. Chwilę później dopięli ostatnie guziki i wyszli. Nika oceniła ich krytycznym spojrzeniem, uniosła jedną brew, ale nie skomentowała na głos. Felix miał na sobie galowy mundur wojskowy, a Net coś pomiędzy mundurem a osobliwym garniturem w kolorystyce zbliżonej do stroju Niki.
– Ja wyglądam jak elegancki poborca opłat za gaz – powiedział Net. – W B75 dyktatorzy mody zostali dawno temu obaleni.
Pan Kurtacz ocenił ich przebrania i pokiwał z uznaniem głową.
– Jeszcze dla mnie mundur generalski… Nie, nie będziemy szaleć. Porucznikowski mi daj – skinął na Niesprzedawcę, po czym rzucił do jednego z dowódców – przyda się wsparcie ogniowe. Za kwadrans. Ślepakami.

Mercedes w garażu okazał się srebrnym kabrioletem. Dwóch mechaników kończyło go pucować niezbyt czystymi szmatami. W świetle jarzeniówek przypadkowe tłuste mazy imitowały perłowy lakier. Efekt zapewne zniknie w rozproszonym świetle dnia.
Pan Kurtacz ocenił go krytycznym spojrzeniem.
– Kabriolet nadaje się na wojnę jak osioł do zaprzęgu.
– Tylko to mamy – odparł pierwszy mechanik.
– Postawimy dach, może się nie przedrą.
– Dach nie działa – dodał drugi mechanik, wręczając porucznikowi kluczyki. – Mieliśmy się tym zająć w przyszłym tygodniu.
Net zamknął oczy i dotknął dłonią czoła.
– Dobrze, że nie jest różowy – powiedział cicho – i nie odgrywa melodyjki klaksonem przy zmianie biegów.
Felix obszedł samochód, zaglądając przy tym pod spód i do środka. Model oznaczono 300 KDe. Podobnie jak wagony metra, samochód przypominał futurystyczny model sprzed kilkudziesięciu lat. Trudno nawet powiedzieć czemu. Być może chodziło o proporcje. W Świecie Zero główną różnicą stylistyczną między samochodami produkowanymi w latach pięćdziesiątych XX wieku a tymi z początku wieku XXI był rodzaj sylwetki. Wcześniej przypominała ona kroplę, czyli wszystkie linie nadwozia dążyły po mniej lub bardziej wyszukanych krzywiznach do spotkania się w jednym punktu z tyłu samochodu. Później koncepcję tę zastąpił bardziej agresywny klin, w którym linie startowały z niewidzialnego punktu gdzieś przed samochodem i bez niepotrzebnych zakrętów rozbiegały się w górę i na boki za samochodem. Tył stał się większy od przodu. Wraz ze zmianą sylwetki ewoluowały detale i rozwiązania, charakterystyczne dla danego okresu. Na przykład migacze w lusterkach.
Ten Mercedes zachował kształt kropli, więc maska znajdowała się wyżej od klapy bagażnika, a jednocześnie miał obiektywnie nowoczesne detale. Podobny dysonans występuje, gdy ogląda się modernizowany w nieskończoność samochód, jak na przykład Polonez w końcowej fazie produkcji.
Oczywiście ludzie wychowani w estetyce B75 nie widzieli w kształtach Mercedesa 300 KDe niczego nienaturalnego.
Felix i pan Kurtacz usiedli z przodu, a Net i Nika zajęli tylną kanapę. Przyjaciele odruchowo sięgnęli po pasy bezpieczeństwa i ze zdziwieniem stwierdzili, że ich nie ma. Dopiero po chwili odkryli, że pasy jednak są, ale wyłącznie biodrowe. Mimo to je zapięli. Felix przyjrzał się elementom sterowania. Stacyjkę umieszczono na tunelu centralnym, zamiast przy kierownicy. Jak w Saabie. Dwa pedały znajdowały się w zwyczajnych miejscach, gdyż na szczęście standard ustalono jeszcze przed wojną. Automatyczna skrzynia biegów miała pięć pozycji, z których jedynie „P” wydawała się znajoma. Pozostałe przełączniki były na szczęście oznaczone piktogramami, a nie opisami po niemiecku. Co ciekawe, dźwigienka kierunkowskazów wystawała z konsoli, inaczej niż w Świecie Zero – z kolumny kierownicy.
– To jak? – zapytał porucznik. – Umiesz, czy nie umiesz?
– Do tej pory prowadziłem tylko Land Rovera – odparł Felix.
– Land Rover? Pierwsze słyszę.
– Dam radę. – Felix uruchomił silnik i położył dłoń na gałce skrzyni biegów. Przesuwał dźwignię o kolejne pozycje, aż poczuł charakterystyczne bujnięcie samochodu, świadczące o tym, że bieg został wrzucony. Oraz że skrzynia biegów ma podobną konstrukcję to tych ze Świata Zero.
Mechanicy otworzyli wrota garażu, a Felix puścił hamulec i wcisnął gaz. Mercedes ruszył do tyłu i grzmotnął w regał. Stojące na nim puszki zadźwięczały niepokojąco. Nic jednak nie spadło.
– Jak ja bym tak zrobił… – mruknął Net.
Pan Kurtacz spojrzał podejrzliwie na kierowcę.
– Odwrotnie jest. – Felix przerzucił dźwignię na pozycję, w której w Świecie Zero byłby bieg wsteczny i dostojnie puścił hamulec. Tym razem samochód ruszył do przodu.
Wyjechali na niemal wyludnioną ulicę – większość powstańców, czy raczej demonstrantów, zgromadziło się w okolicach dworca. Nieliczni przechodnie przyglądali się kabrioletowi bardziej ze zdziwieniem niż wrogością.
– Sugeruję dynamiczniejszą jazdę – odezwał się pan Kurtacz. – To kabriolet, nie czołg. Ktoś może się dosiąść.
Felix wcisnął mocniej gaz i skręcił. Na Targowej zrobiło się mniej przyjemnie, przybyło bowiem ludzi. Na razie stali odwróceni tyłem, lecz ta sytuacja nie mogła trwać wiecznie.
– Przecież nie przejedziemy – jęknął Net. – Zawróćmy. Przeczekamy gdzieś.
Felix nie używał klaksonu. Ludzie, słysząc silnik, rozstępowali się i dopiero po chwili docierało do nich, co widzą. Wtedy zaczynali krzyczeć i wygrażać pięściami, za późno jednak było na jakąkolwiek reakcję. Aż w końcu tłum zgęstniał i Felix musiał zwolnić, a nawet zatrąbić. Teraz demonstranci mieli dość czasu, by zorientować się w sytuacji. Ktoś kopnął w błotnik, ktoś uderzył w klapę bagażnika. Najbliżej stojący sięgnęli do środka. Net strząsnął czyjąś rękę z ramienia. Felix nie mógł przyspieszyć, uchylał się tylko przed kolejnymi dłońmi, próbującymi go chwycić. Net prawie już wsunął się pod fotel, Nika kurczowo ściskała fotel przed nią. Otaczały ich wykrzywione nienawiścią twarze i było kwestią sekund, aż tłum wyciągnie ich z samochodu. Sytuacja wyglądała beznadziejnie, ale w tym momencie porucznik chwycił górą krawędź przedniej szyby i wstał.
– Na Berlin!!! – ryknął, wyciągając do przodu ramię. Ludzie cofnęli się, zaskoczeni. – Na Berlin w przebraniu! Rozsadzimy imperium od środka. Pomóżcie bracia, rodacy rozsadzić zaborcę! Przepuśćcie nas na Berlin! Rozstąpcie się, każda sekunda jest bowiem na wagę złota!
Jakkolwiek irracjonalne to było, poskutkowało. Tłum rozstąpił się, a Felix z duszą na ramieniu wcisnął gaz. Zaraz znaleźli się w kilkudziesięciometrowej strefie niczyjej i wolno posuwali się dalej. Omijając kamienie i pozostałości po wypalonych świecach dymnych, toczyli się w kierunku prowizorycznej bramy zbudowanej po drugiej stronie Placu Wileńskiego, między dwoma pojazdami opancerzonymi. Przed nimi znajdowały się dwa stanowiska ogniowe ukryte za workami z piaskiem.
– Pamiętajcie, żeby rozmawiać wyłącznie po niemiecku – powiedział pan Kurtacz, siadając.
– Nie znamy niemieckiego – odparła Nika, nachylając się do przednich foteli. – Może parę słów…
– Teraz mi to mówicie?
– Nie pytał pan – zauważył Felix.
– Jak w dzisiejszych czasach można nie znać niemieckiego?!
Było za późno, żeby zawrócić. Zresztą wjazd wojskowym kabrioletem z niemieckim generałem w środek zamieszek był najgorszym, co mogli teraz zrobić.
– Jeżu słodki… – Net znów wsunął się głębiej w fotel. – Zero szans.
Nika chwyciła jego dłoń. Samochód z tą samą prędkością zbliżał się do posterunku. Niemcy byli tak zdziwieni, że nawet nie unieśli broni.




Blog