Lem dla dzieci...

„Felix, Net i Nika” to nie tylko pierwsza rodzima fantastyczna seria dla dzieci od czasów „Akademii Pana Kleksa”. To przede wszystkim sprawna, dowcipna literatura, która nie tylko dostarcza czytelnikom rozrywki, ale także uczy. Kosik świetnie rozłożył proporcje między akcją (która musi gnać na złamanie karku), edukacją (bo dzieci nie wolno ogłupiać) i humorem” - pisze Robert Ziębiński o książkach Rafała Kosika w najnowszym „Newsweeku” w artykule „Lem dla dzieciaków”.

Felix, Net i N...

Kawiarnia Radioaktywna pulsowała głośną muzyką. Zamiast roślin, zapamiętanych przez przyjaciół z poprzedniej wizyty, dekorację stanowiły rury, z których co chwilę wydobywała się para, podświetlona jaskrawym zielonym światłem. Zapewne miało udawać radioaktywność. Były też uszkodzone zbiorniki i wygięte nieznaną eksplozją kratownice. Alarmowe koguty zamiatały sufit czerwonymi smugami.
– To jakiś cyrk – stwierdził Felix. – Instytut Badań Nadzwyczajnych zamienił się w lunapark.

Felix, Net i Nika oraz Wędrujące Samogłoski

2011/12/24

Książki

W styczniowym numerze Nowej Fantastyki ukazało się opowiadanie Rafała Kosika Felix, Net i Nika oraz Wędrujące Samogłoski. Jest skierowane zarówno do młodych jak i do nieco starszych czytelników. Numer powinien znaleźć się w kioskach przed końcem roku i będzie zawierał również felieton tegoż autora. Poniżej fragment opowiadania.

Felix Polon siedział w poczekalni terminalu siódmego Heathrow i rozglądał się w poszukiwaniu Neta Bieleckiego, który dziesięć minut temu poszedł kupić coś do przekąszenia. W wielopoziomowym akwarium dla pasażerów, pełnym reklam i pouczeń na temat bezpieczeństwa, łatwo stracić orientację. A odfiltrować reklam nie bardzo było można, bo – jakże by inaczej – znikały również wszystkie istotne informacje. Mrugnął, wydając polecenie odszukania lokalizacji przyjaciela. Pierwszym, co zlokalizował jego program wyszukujący, była sieć wietnamskich barów dwa poziomy niżej. Oczywiście, był głodny. Co gorsza, reklama zawierała ścieżkę zapachową, co tylko podsyciło jego głód. Zrezygnował z pomocy komplanta i wstał, by rozejrzeć się osobiście.
Net już szedł w jego stronę. Niósł dwa wypasione hot dogi. Parówek prawie nie było widać spod sałaty, cebuli i kilku innych dodatków.
— Po co te wszystkie śmiecie? — zapytał Felix, odbierając swoją kanapkę.
— Gratis były.
— Jak to śmiecie… Chodźmy, bo zaraz otwierają gate.
— Wyluzuj trochę. Jeszcze kupa czasu.
Ale Felix już szedł za widocznymi tylko dla niego strzałkami wyświetlanymi przez jego komplant. Srebrna walizka podążyła za nim na małych gąsienicach.
— Nie możesz jej po prostu wziąć w rękę? — Net dogonił przyjaciela. Swoją ciągnął za rączkę jak wszyscy inni.
— Nie po to skonstruowałem samojezdną walizkę, żeby ją teraz nosić. Jak ty się spakowałeś na trzy dni w takie małe coś?
— Nie uznaję binarnego podziału ubrań na brudne i czyste. — Net wzruszył ramionami. — Są stadia pośrednie, sytuacje warunkowe i pranie powietrzne.
— Pranie powietrzne? — Felix próbował ugryźć hot doga i zarazem nie upaprać się.
— Czasem wystarczy pomachać T-shirtem z pół minuty, by ten w cudowny sposób znów stał się czysty.
Felix był bliski wyrzucenia do śmietniczki wszystkiego poza parówką. Ale zanim wprowadził ten pomysł w życie, w polu widzenia bez ostrzeżenia wyskoczyła mu tablica z godzinami odlotów. Zatrzymał się, zaskoczony.
— Kuuurrrleczka zamszowa! — wykrzyknął Net, co oznaczało, że on również nie by przygotowany na ten widok. — I po hot dogu…
Parówka z jego bułki leżała w kleksie ketchupu na marmurowej posadzce. Spod ściany startował już mały odkurzacz.
— Od kiedy to informacje o odlotach idą na najwyższym priorytecie? — Net patrzył to na bułkę ze śmieciami, to na parówkę.
Felix zagapił się na wiszące metr przed nim litery. Inni oczekujący w tym samym momencie znieruchomieli, zrobili zeza i głupie miny. Nie zapowiadało to niczego dobrego. I rzeczywiście, kolejne godziny odlotów z cichymi piknięciami zamieniały się na czerwone „cancelled”. Lot numer BA 45981 do Warszawy, zaznaczony podświetloną ramką, wytrzymał ledwie kilka sekund dłużej niż AFL 36782 do Moskwy i LO 89755 do Nowego Jorku. Nie minęło piętnaście sekund, a wszystkie loty z terminalu siódmego zostały odwołane. Przez halę przebiegło zbiorowe westchnienie zawodu.
— A może ja chciałem to jeszcze zjeść? — zapytał Net, obserwując ponuro, jak odkurzacz wsysa parówkę.
Odkurzacz nie zareagował. Ciamknął myjkami, jakby się oblizywał, i odjechał.
— Akurat dziś? — zapytał w przestrzeń Felix. — Akurat kiedy jest TEN dzień?
— Co akurat dziś? — zainteresował się Net. Zrobił zeza, koncentrując spojrzenie na obrazie wirtualnym. — O żeż ty! Akurat dziś?!




Blog