Własne avatary

Małe usprawnienie-uprzyjemnienie estetyczne: jeśli chcecie używać własnego avatara, możecie założyć sobie konto tutaj.

Napięta taśma filmowa

2010/08/23

Film

Filmów nie kręci się już na światłoczułych kliszach. Proces jest cyfrowy od samego początku, dzięki czemu od razu widać, że coś nie wyszło. Jeszcze parę lat temu twórcy reklam mieli duże problemy z ostrym i zimnym obrazem, jaki rejestrowały ówczesne kamery. Nie pomagały filtry komputerowe, nie pomagało sztuczne dodawanie szumów. Najlepszym rozwiązaniem okazało się przegranie gotowej reklamy na zwykłą kliszę filmową i ponowne przegranie jej na nośnik elektroniczny. W ten sposób uzyskiwano odpowiednią barwę światła, miękkość i naturalność nagrania, do jakiej przyzwyczaiło nas kino. Ten problem, przypominający nieco męki audiofilów, słuchających cyfrowego dźwięku z CD, jest już przeszłością. Współczesne kamery filmowe to technologiczne dzieła sztuki. Potrafią naprawdę dużo.

Pozostały jednak problemy, z jakimi filmowcy borykali się od zawsze i podczas kilku wizyt na planie miałem okazję je poznać. Największym problemem jest pogoda. Scen deszczowych, na przykład, wcale nie kręci się w deszczu. Potrzebna jest normalna pogoda i straż pożarna z urządzeniem do kurtyny wodnej. Chodzi o to, żeby było mokro tylko tam, gdzie ma być mokro. Jeszcze gorzej, jeśli ma być śnieg. Pół biedy padający, ale z tym leżącym jest naprawdę kłopot. Niby można go zrobić z piany gaśniczej, ale to jednak wychodzi mocno umownie. W Hollywood są specjaliści od każdego rodzaju efektów specjalnych, bo nadal nie wszystko da się zrobić komputerowo. Porządne zrobienie śniegu to droga i kłopotliwa impreza, szczególnie w Polsce. Na szczęście w Teoretycznie Możliwej Katastrofie śniegu nie było. Były za to sceny plażowe, które da się dobrze nakręcić tylko w pełnym słońcu. Tu się przyfarciło, bo zachmurzyło się ostatniego dnia, kiedy ostatnia scena została właśnie skręcona. Każdą scenę kręci się kilka razy, z kilku ujęć, w kilku wersjach. Bywa, że nakręcenie czegoś, co w efekcie będzie trwało pół minuty, zajmuje pół dnia. Jeśli są to zdjęcia w plenerze, to przez cały ten czas musi być identyczne oświetlenie.

Caban jednak zagrał w filmie. Rólka drobna, ale ubogaca film, więc mam nadzieję, że nie wypadnie w montażu. Oczywiście zwierzę na planie to poważne utrudnienie. Nie wystarczy bowiem, że zrobi, co się od niego chce, ma to zrobić nie raz. Każda scena nagrywana jest kilka razy i z kilku ujęć. Pies powinien dokładnie powtórzyć swoją rolę tak samo za każdym razem. Wypadałoby użyć tresowanego psa, ale skąd wziąć nagle tresowanego psa rasy czarny terier rosyjski? Caban jednak dał radę, bo zwyczajnie jest mądrym i grzecznym psem. Okazało się, że do pokierowania nim wystarczą komendy i sztuczki, jakie powinien znać każdy dobrze ułożony pies.

Istnieją serwisy internetowe specjalizujące się tylko i wyłącznie w wyszukiwaniu bugów filmowych. Bugi to błędy polegające np. na tym, że bohater wyciąga z lodówki colę, a w następnym ujęciu trzyma w dłoni pepsi. Powód powstawania takich błędów jest prosty: ujęcia nie są kręcone w kolejności, w jakiej oglądamy je w filmie, a zwykle też nie są kręcone w tym samym miejscu. Latarnia morska z TMK jest oddalona od domku latarnika o kilka metrów. W rzeczywistości oba te obiekty dzieli prawie 400 km. Znaczy to, że najpierw trzeba nakręcić wszystkie ujęcia w jednym miejscu, a potem przenieść plan w drugie miejsce i kręcić resztę. I wszystko musi się zgadzać: długość włosów bohaterów, stopień zabrudzenia ubrań, długopis wystający z kieszeni…

Zdarza się, że dialogi, wyglądające OK na papierze, po wypowiedzeniu na głos wydają się sztuczne, lub nie pasują do sytuacji. To trzeba na bieżąco poprawić. Bywa, że aktor improwizuje. Bywa, że nagrywana właśnie scena po przeróbkach przestaje pasować od tej nagranej dwa tygodnie temu. Bywa, że aktor zachoruje. Jeśli nie można kręcić dalej bez niego, plan zdjęciowy staje i pół setki ludzi czeka na poprawę zdrowia jednego. Zdarza się też, że nagle okazuje się, iż najbliższe sceny trzeba kręcić w innym miejscu i scenariusz trzeba dostosować do nowych warunków w ciągu kilku godzin. To wszystko na samym końcu przyprawia siwych włosów montażyście, który musi sprawić, by często niespójny wielogodzinny materiał zamienić w dwie godziny wciskającego w fotel widowiska.

No i na koniec efekty komputerowe. Znakomita większość scen FNiN TMK będzie przepuszczonych przez komputer. To absolutny rekord polskiej kinematografii i nowe wyzwanie dla speców do efektów z firmy Lightcraft. Pierścień Wunrung na przykład w rzeczywistości jest makietą w postaci prowizorycznych obręczy. Docelowy pierścień zostanie w całości dorobiony komputerowo. Warto wiedzieć, że dodawanie efektów do scen nakręconych z dynamicznym ruchem kamery to inna skala trudności, niż w przypadku scen statycznych. Na pewno dorabiane scen komputerowych zajmie o wiele więcej czasu niż kręcenie filmu.


Galeria




Blog